Różnorodność: wróg czy sprzymierzeniec?
Rozmawiać o różnorodności to jak próbować wyodrębnić całość. Nie ma nic poza nią. Nie można jej ograniczyć do jednej definicji, bo z natury jest wielowymiarowa. Niech więc ten temat będzie miejscem, w którym każdy punkt widzenia jest mile widziany i równie prawdziwy. Zapraszam do dyskusji.
Czym jest dla Ciebie inność? A może bardziej trafnym pytaniem byłoby: czym inność dla Ciebie nie jest? Mówi się, że „jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana” (Heraklit z Efezu). Cały świat to jeden wielki kontrast. Czy właściwa jest więc sytuacja, gdy fundament istnienia – niepowtarzalność form – jest pojmowany jako problem? Czy to, że ktoś posiada inne cechy niż Ty, powinno wyzwalać sprzeciw? Boimy się tego, co odmienne, bo inne znaczy nieprzewidywalne. Jesteśmy gotowi zrobić wiele, aby się tego lęku pozbyć. Zmieniamy samych siebie, biorąc leki czy wchodząc w świat używek, lub próbujemy zmieniać świat zewnętrzny, aby był zgodny z naszą wizją. Zmieniamy go, inspirując lub atakując. Nieważne jak – chcemy kontrolować nieznane, nie dać się zdominować i trudno się takim postawom dziwić. Wyewoluowaliśmy ze świata zwierząt, to jest świata walki o przetrwanie, i posiadamy silne instynkty samozachowawcze. Posiadamy także historię ludzkości, która skutecznie paraliżuje wszelkie próby zaufania życiu. Lata okrucieństw jednego człowieka wobec drugiego wracają w postaci obrazów w mediach czy w naszych snach. Wydaje się, że wielu ludzi nie uważa życia za przywilej, lecz za walkę o uniknięcie ogromu cierpienia. Jedynie jakaś cząstka w Nas „po cichu” marzy o przestrzeni dla wyrażenia własnej odrębności...
Często słyszy się o wyższości gatunku ludzkiego, ale na czym tak naprawdę ona polega? Faktem jest, że rozwinęliśmy technologię pozwalającą komunikować się na odległość. Brawo my. Pytanie brzmi: czy stworzenie internetu przybliża nas do siebie, czy oddala? Czy internet jest miejscem otwartości, czy raczej konfrontacji? I czy przebywanie w świecie wirtualnym nie wypiera kontaktu twarzą w twarz? Nie zabijamy już innych istnień własnymi kłami, bo robią to za nas rzeźnicy w ubojniach. Nie wiem, czy to plus, czy minus – poza domniemaniem, że ogrom cierpienia wcale się przez to nie zmniejszył. Jeśli chodzi o cierpienie i medycynę, postęp przyniósł nam leki, lecz choć żyjemy dłużej, nasze uzależnione od chemii ciała zdają się zatracać naturalną zdolność regeneracji. Progres? Pozostawię to bez komentarza. Chcemy podbijać kosmos, bo czujemy się jego częścią, ale czy potrafimy żyć w symbiozie tu na Ziemi?
Wydaje mi się, że pod względem empatii mamy przed sobą jeszcze sporo do zrobienia. Walka o akceptację i przynależność do „grupy” oraz idąca z tym często w parze dyskryminacja pozostałej „części świata”, to przykład mechanizmu, z którego nie powinniśmy być dumni. Takie myślenie jest pozostałością instynktu: „w większej grupie mamy większą szansę na przeżycie”. Wszystko jest w porządku, dopóki nie prowadzi to do wywyższania „jednej prawdy” nad drugą. Czy to zarzut? Nie, to stwierdzenie faktu. Czy można żyć lepiej? Gdyby każdy człowiek mógł na chwilę zatrzymać się i zadać sobie pytanie: „Czym jestem bez mojego otoczenia?”, być może doszedłby do przełomowych wniosków.
Ja doszedłem do następujących: różnorodność, przez którą manifestuje się Wszechświat, to zarówno Ty, jak i ja. Kosmos nie faworyzuje żadnego koloru. Nie istniejemy w pojedynkę, więc dlaczego jesteśmy dla siebie wrogami? Walczymy z warunkami, które umożliwiają nam życie! Wygląda na to, że nie lubimy samych siebie, skoro chcemy zniszczyć własne fundamenty – to, co z nami kontrastuje. Brzmi to jak oczywistość, ale czy tak prosta myśl nie może nieść głębokiego przesłania? Jeżeli istniejemy tylko jako „ta chwila”, może warto otworzyć się na jej doświadczanie, zamiast wciąż wypatrywać lepszego jutra? Moje życiowe motto brzmi: „prawda wyodrębniona to prawda ograniczona”. Świat nie będzie pełniejszy, jeżeli będę próbował wskazać palcem na jego fragmenty. Pełnia już tu jest. W śpiewie ptaka za oknem. W wymianie poglądów na forum. Do szczęścia nie trzeba wiele. Tak to dzisiaj rozumiem.
Nie wiem, czy to, co napisałem, sprawia, że traktujesz różnorodność bardziej jak sprzymierzeńca, czy jak wroga. Chciałem jedynie podzielić się moją perspektywą. Nie ma mnie bez Ciebie i dlatego Cię szanuję, bez względu na to, co o mnie myślisz. Wierzę, że są we Wszechświecie pokłady empatii, które można uruchomić. A słowo empatia mieni się kolorami tęczy – zupełnie jak kosmos. Wiem, że ta wypowiedź nie zakończy cierpienia, bo wciąż musimy jeść, a biorąc pod uwagę ilość wojen (tych umysłowych i fizycznych), być może potrzebujemy najpierw coś zrozumieć. Dla mnie człowiek napędzany przez własną wrażliwość mógłby wykorzystać swoje atuty do walki o dobro ogółu. Szacunek jest kluczem. Wierzę, że przedstawiciele wszystkich gatunków rozumieją język spokojnych emocji i przyjaznych gestów.
Ludzie od tysiącleci niszczą świat wokół siebie i wydaje się, że nic nas ten ogrom cierpienia nie nauczył. To od nas zależy, czy będziemy starali się łączyć inność w naszych umysłach i sercach, czy ją dzielić. Pokój zaczyna się od zakończenia wojny we własnej głowie. Sam nie jestem przykładem człowieka, dla którego integracja jest łatwa. Od ponad 20 lat żyję w samotności i ten fakt wiele mówi o moim stosunku do otoczenia. Moja izolacja nie wynika jednak tylko z mojego sposobu patrzenia na świat, ale także z tego, jak świat widzi mnie. Wycofałem się na pobocze, bo chciałem uporządkować własne wnętrze. Ten wpis jest podsumowaniem moich odkryć. Jestem prostym człowiekiem. Może nigdy w pełni nie „dojrzałem” w potocznym tego słowa znaczeniu, ale dzięki temu łatwiej jest mi dostrzec świat pokoju pomiędzy konfrontacjami naszego ego. Jak to powiedziała kiedyś sztuczna inteligencja: równowaga jest jak cisza, która pojawia się, gdy przestajemy robić hałas. Pozwalam więc tej ciszy przemówić.
Niech równowaga prowadzi nas wszystkich.
Pozdrawiam.
Pan tajemnica
Komentarze
Prześlij komentarz